piątek, 4 listopada 2011

Ślubnie

Dostałam od dwóch panien młodych po trochę zdjęć. Jednej z nich poświęcę w tym poście trochę więcej uwagi, ze względu na fakt, że to moja znajoma,  dla której nie tak dawno temu prosiłam na łamach mojego bloga i innych stron www o pomoc. No, ale to za chwilę.







na zdjęciu Kasia, fotograf www.crazywedding.pl










A teraz przejdźmy do tematu, który chciałam poruszyć.


Mam znajomą ciężko chorą na białaczkę szpikową. Potrzebuje codziennie po kilkaset jednostek krwi by mogła normalnie funkcjonować i żyć, i jakkolwiek sobie radzić i choć na kilka dni wyjść ze szpitala.
Przebywa obecnie znów na oddziale w Klinice Hematologii w Katowicach.

Tam też, jak trafiła z wykrytą chorobą, wiedziała że niedługo ma swój ślub, i nie chciała go odwoływać.
Postawiła się chorobie, wygrała z nią super miesiąc poza szpitalem, który uwieńczony był ślubem, piękną ceremonią, paradą motocyklistów z grupy Faithless z Dąbrowy Górniczej i skromnym przyjęciem weselnym.
Później te cenne chwile spędziła ze swoim ukochanym, z którym przez swoją chorobę mało mogła się widzieć - praktycznie nie mogła mieć z nikim kontakti.

Poprosiła mnie, bym w ten szczególny dla niej dzień umalowała ją do ślubu. Bardzo mnie to mile zaskoczyło i ucieszyłam się, że mogłam uczestniczyć w przygotowaniach Pauliny.


Poniżej kilka zdjęć z aparatu fotograficznego jej świadkowej - Ewy.

Paulina tak samo jak i ja, lubi motocykle,  poznałyśmy się w otoczeniu grupy motocyklowej wymienionej wyżej.
Ci sami faceci z Faithlessów - Misiek, Maciek, Radek,Piotrek  i reszta ekipy, zrobili super prezent młodym w postaci parady motocyklowej pod sam kościół :)


















Dostałam mnóstwo zdjęć od Pauliny z tamtego dnia. Są one dla mnie bardzo sentymentalne i ważne. Dziewczyna ma wielką siłę woli i odwagę,  i strasznie mocną psychikę. Dała radę chorobie, dalej walczy,
i się nie poddaje.  Jednak to i tak mało, by w pełni wyzdrowiała.
Było o niej głośno w Fakcie, mówiła o niej gazeta z Krakowa, za moim pośrednictwem
- poprosiłam o pomoc znajomego który także prowadzi bloga


http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kraj/1166483-potrzebna-krew-dla-panny-mlodej.html

To nie jest jedyny link na temat tego wydarzenia, poniżej zamieszczam resztę z pierwszych dwóch stron, jakie mi wyświetliło właśnie google.pl

http://tvp.info/informacje/ludzie/dramat-panny-mlodej-z-katowic/5128681

http://www.fakt.pl/Bialaczka-nie-zniszczy-tej-milosci,artykuly,112081,1.html
http://www.esosnowiec.pl/index.php?dane=glowna&art_glo=5478&num=15

http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/542185,oddali_krew_dla_panny_mlodej.html

http://halinaglowacka.blog.onet.pl/POMOZMY-Paulinie,2,ID433732215,n

http://www.dabrowa-gornicza.pl/aktualnosc-3-14510-kazdy_moze_pomoc.html

 
Były zbiórki krwi dla Pauliny w różnych miastach i punktach krwiodawstwa. Dzięki nim i pomocy wielu ludzi z całego kraju Paulina 27 sierpnia mogła szczęśliwie stanąć na ślubnym kobiercu i powiedzieć TAK swojemu Robertowi.
I pomyśleć, że ja aż dzień wcześniej zdałam prawko na kat A :):) Hihi :) Wszystkie dobre histore w tym samym czasie :)


Co jakiś czas non stop dostaję telefony z prośbą o e-mail by posłać mi skan zaświadczenia, że krew na Paulinę została oddana w tym i tym miejscu.
Krew dalej jest potrzebna, nieprzerwanie jej poszukujemy. Paulinie jest potrzebna każda kropla AB Rh-.

Można ją oddawać w każdym punkcie krwiodawstwa mówiąc że oddaje się krew na Paulinę Jop. Niezależnie jaką grupę krwi masz - możesz oddać. Twoja zostaje w banku krwi, a do Pauliny trafia ta dla niej właściwa.

Jeśli jesteś z Katowic i okolic, podaję adres kliniki, gdzie bezpośrednio można oddać krew dla Pauliny:

Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa
ul. Raciborska 15, Katowice




Także dalej kieruję do Was apel z prośbą o pomoc dla Pauliny - sama dalej rozgłaszam poza internetem.

A Parze młodej, a przede wszystkim  Paulinie życzę sto lat i nawet jeszcze więcej by żyła w pełni szczęścia!!







czwartek, 3 listopada 2011

Szpachla na dwa tygodnie i więcej? + halloween make-up :]

Dokładnie, jak widzicie w temacie - nie można tego moim zdaniem nazwać makijażem. Chociaż jest nawet dobrze wykonany i ładnie wygląda. Jednak to, że jest noszony DWA TYGODNIE (?!?!) to jest wielka przesada. Dlatego tytuł - szpachla.. :)

Z resztą, często jak wyjeżdżam na zdjęcia to mówię domownikom "no, to idę, wrócę po szpachli :)". Mówię wtedy na moją pracę z przymrużeniem oka, i z żartem :]


Obejrzałam dopiero dzisiaj odcinek 1925 Rozmów W Toku, o makijażu właśnie. Nie mogłam tamtego dnia, kiedy był emitowany go obejrzeć, więc weszłam sobie dzisiaj na tvnplayer, i nadrobiłam zaległości.


mowa o tym dokładnie odcinku:


http://tvnplayer.pl/programy-online/rozmowy-w-toku-odcinki,63/odcinek-1925,nie-zmywam-tapety-przez-2-tygodnie,S00E1925,3003.html



Nie wiem, co mnie bardziej przeraziło w wypowiedziach głównych bohaterek. To że makijaż jest utrwalany lakierem do włosów, a potem domowymi sposobami odklejane rzęsy jak się skleją po spaniu, czy fakt, że jedna z nich co kilka chwil budzi się w nocy i poprawia tą szpachlę, by jej mężczyzna czasem nie zobaczył jej bez makijażu. 
Najbardziej chyba rozwaliła mnie na łopatki wypowiedź 14latki, która na makijaż oka podrywa wiele starszych facetów.  To było straszne.. nie zdaje sobie chyba sprawy do końca, jak mężczyźni ją odbierają. Z resztą widać po wypowiedzi jednego z siedzących na widowni facetów - wrażenie także miał mylne pierwsze, jak ją zobaczył.




Jestem mocno zszokowana tym, że jeszcze chodzą  na tym świecie kobiety, które w taki sposób chcą być piękne i kilka dni z rzędu nie zmywają makijażu, lub tuszują rzęsy jeszcze raz po tym, jak dzień wcześniej nawaliły na nie tonę mascary... Przeraża mnie to, i aż strach się przyznać, znam kilka takich u siebie w mieście.
Niegdyś także w pracy mojej taka była. Bez różowego błyszczyka i mocno podkreślonego oka nie mogła wyjść z domu, a na drugi dzień wracała dokładnie w tym samym makijażu, widać było, że mało świeżo on wyglądał....

Mnie się zdarzyło - bez bicia przyznam się - że zasnęłam w nie zmytych oczach po imprezie. Ale zaraz rano biegłam do łazienki by zrobić porządek z buzią, bo czułam dyskomfort. A te kobiety, dziewczyny, wcale tego nie czują co robią swojej twarzy!!

I ten proces przygotowania do wyjścia - 5 godzin.... nosz.. nawet mnie makijaż na wieczór zajmuje góra 1,5h jak jest mocno wymyślny.

Z resztą jeśli chodzi o mnie, to jestem typowym przykładem szewca, co bez butów chodzi.  Lubię malować, i to bardzo. Makijaże robię świetne, a sama wolę być naturalnie pomalowana i mało. By buzia odetchnęła.
Może to też dlatego, że będąc jeszcze w liceum, miałam manię na czarną grubą kreskę i dużo podkładu. Bo taka była "moda". Od tamtej pory doszłam do wniosku, że tylko szkodzę buzi.




Jakie są Wasze opinie na temat takich dziewcząt, które malują się i śpią w tym makijażu? Znacie takie przypadki? A co sądzicie o utrwalaniu makijażu lakierem do włosów? Dla mnie to zgroza dla cery.. :o

Czy lubicie wizerunek drag queen na codzień? bo tak niektóre z tych kobiet mogłyby wyglądać jakby się dobrze postarały o dłuższe przetrzymanie swojej "szpachli"  :)


Jestem wielką przeciwniczką mocno wytuszowanych rzęs i sklejonych w wielkie grudki, nie lubię patrzeć na kobiety, jak różem do policzków zostawiają sobie "kulki" nieroztarte na kości policzkowej, sądząc, że to ładnie wygląda. A najbardziej to boli mnie, jak widzę u mnie w pracy jedną, która jeszcze w szatni poprawia makijaż - najpierw masa maski podkładu, puder tak, że wszystko zapruszy - brwi, rzęsy, usta... potem rysuje kredką CIEŃKIE brwi, nieregularne i bez kształtu. Maluje rzęsy, a potem nakłada na to beznadziejnie perłowy różowy odcień cienia lub, zależnie od dnia i jej kaprysu - niebieski metalik.  Po takim zabiegu, jej wcześniej wytuszowane rzęsy są całe obsypane cieniami. I blade usta, od podkładu. Re-we-la-cja.
Jak przychodzi mi z nią rozmawiać, to odruchowo mrużę oczy - boli mnie jej wygląd i przeraża.



Normalnie szok, szok szok.

Dobrze chociaż, że te w odcinku Rozmów  W Toku nie zrobiły sobie maski odcinającej od koloru szyi i potrafią dobrać podkład i puder hehehe :)

Wielkie brawa należą się też tej kosmetyczce która przekonała dwie bohaterki do demakijażu pełnego i zabiegu na buzi.   :)




Podzielcie się własną opinią na temat dziewcząt wypicowanych na 102 ;) Czekam na Wasze komentarze :):)



 :)


Druga część tematu  :) W zeszły weekend byłam na imprezie Halloween w klubie w moim mieście. Nosiła ona tytuł "Horror Show". Wykreowałam sobie i moim trzem przyjaciółkom makijaż i charakteryzację na Zombie Girls. Każda z nas miała być ubrana wyzywająco, każda z nas w mocno przerysownaym makijażu, i z ranami na ramionach, szyi, dekolcie, głowie.. :)

 Z resztą,oceńcie sami :)


Do makijażu na halloween użyłam przede wszystkim paletki cieni Sleek - Acid, w przypadku mnie, Oli i Kasi. Karolinie zafundowałam fiolety z czernią, MAPy mix paletek T09 i T12 :) Na ustach pomadki golden rose. Szyja Kasi to cień Inglot niebieski... A rany  to pomadka czerwona, czarne cienie na przemian z niebieskim i fioletowym, plus w niektórych miejscach dla zrobienia "zacieków" klej do rzęs ardell, bezbarwny. Który po zaschnięciu tworzył kropelki :)

Kasia:









Karolina:










Ola:








Ja:





A tutaj wszystkie trzy - Ja, Karolina i Ola tuż przed wyjściem. Kasia doszła do nas po skończonej pracy w pubie :) każdy jej się pytał, kto ją pobił hihi






 I kilka zdjęć z samego lokalu :)







Tamten wieczór i imprezę zaliczam do bardzo udanych. I pod względem wyżycia się na buziach koleżanek i pod względem super atmosfery w lokalu :):):)




DODATKOWO:


Biorę udział w rozdaniu u : http://burbery.wordpress.com/2011/10/06/konkurs-d/   :):)



Można wygrać buty, jedną parę o wartości max 200zł. Mnie przypadły do gustu kozaki. Bo botki na tą jesień i zimę już mam :)

oto one: 






Rozdanie trwa do 12 listopada, akurat w moje imieniny hihi ;)






Na tym zakończę dzisiaj mój wpis :) 

Życzę wszystkim miłego wieczora.



 Papa :)