środa, 26 października 2011

biorę udział w konkursie + foty-koty :)

Nie ma to, jak w ciągu kilkunastu minut zrobić szybki makijaż od A-Z i posłać... 
Za namową znajomej to zrobiłam. Okaże się, jaki będzie rezultat już niebawem, bo 01.11.2011 :)
A konkurs jest u Magdy - matleenamakeup -> "głosowanie rozpoczęte"


Mój makijaż, to ten na samym dole - inspiracja moja to pora roku jesień. Można głosować u Magdy w komentarzach oddając po jednym głosie na każde zdjęcie - zachęcam. Ja mam swoją faworytkę ;)


Użyłam do tego szybkiego makijażu, paletki Sleek - Sunset. Kreskę zrobiłam tym niebieskim cieniem i poprawiłam ją dodatkowo kredką w tym samym odcieniu z firmy Paese. Mam jeszcze kilka różnych kolorów z tych kredek do oczu.  Nie wiem, mnie się podoba. Jakość beznadziejna, bo zwykła cyfrówka, więc zbytnio nie widać. Ale ten makijaż w tych barwach często u mnie króluje na powiece w jesienne dni :)
:):)




Ile czasu Wam zajęło najkrócej wykonanie całego makijażu?  Od podkładu po kreskę, cień na powiece, tusz, usta i reszta?  
Ja się mogę pochwalić, że 10-15 to u mnie norma. Chociaż chyba większość z kobiet ma podobnie.



W chwili obecnej jestem na ostatnim dniu L4. Jutro jadę na długo wyczekiwaną sesję zdjęciową z super utalentowaną panią fotograf - Becapri :) Dawno jej nie widziałam, oj bardzo dawno :) I znów zapozuje nam i da mi się zmęczyć Magda Ż. :)  Hihi :) Wszystko, co trzeba mam. Trzy paczki miśków żelków także. Pędzelki umyte i zdezynfekowane. Kuferek zwarty gotowy, czeka na ranną wycieczkę do studia u Ninoverona w Czeladzi.. :):)




Poniżej zamieszczę coś odbiegającego od tematu wizażu :) kilka zdjęć mnie z kiciakami - uwielbiam koty. Jestem kociarą i to straszną. Sama mam w domu dużego czarnego kocura - Ciapka :]  Tak, tak go nazwałam, jak do mnie przyszedł na moje 18te urodziny, czyli dość dawno :)



na zdj z Syjamem znajomej :) nieźle tym kotom się oczy świecą przy fleszu - na czerwono :o  




tutaj mój Czarny/Kociej/Kić - Ciapek czyli.. :)




kot francuski - tzn zdjęcie robione we Francji, w Paryżu. Nie wiem dokładnie co to za rasa, nie wydaje mi się by był to zwykły dachowiec. Raczej z czymś mieszany. Niezła przylepa i dwa razy cięższy od mojego Czarnego! :o


kotka Angelka  :) i ja w wersji blond. Stare dzieje... :)





a to już Leon - w fazie snu. Sąsiad mój od niedawna :) hihihi. Przyjaciółka go przygarnęła. Rewelacyjny kompan do zabawy... 



Zawsze jak gdzieś idę, muszę "zdradzić" Czarnego i wyściskać wszystkie koty gdzie tylko jestem. Nie ma zmiłuj. Zawsze, i jak da radę, to od razu z nimi zdjęcie. Koty  to świetne stworzenia. Jak jestem chora mam "kotofen". Czarny przychodzi do mnie, zwija się obok mnie w kłębek,albo kładzie mi się na kolanach i sam od siebie zaczyna mruczeć. Taki z niego dobry przytulak sierściuch :) Poza tym koty to indywidualiści, nie są zależne od nikogo. Same decydują, kiedy do nas przyjdą, a kiedy nie. No, poza porą karmienia oczywiście :) który kot się oprze  grzechotaniu "groszków" whiskas w torebce, lub innych i nie przyleci pod swoją miskę od razu? Nie znam takiego :)  

Odbiegłam mocno od tematu blogowego - wizażu?  tak.. odbiegłam. Ale cóż. Wspominałam, że czasem skrobnę także coś o sobie i swoich zainteresowaniach i zamiłowaniach :) Koty to jedno z zamiłowań  właśnie :)

Życzę Wam wszystkim miłego wieczora, ja uciekam przed TV :)








wtorek, 25 października 2011

MAPów świat ... :)

Jak w poprzednim wpisie, miałam zabrać się za recenzje kosmetyków ze sklepu folaroni.com  marki MakeUp Atelier Paris  :)

Ten wpis poświęcę paletkom piątkom cieni tej firmy.
Mam ich w kuferku obecnie siedem.
MAPy, bo tak potocznie między nami wizażystkami mówimy o tej marce, to są profesjonalne kosmetyki, super trwałości, dobrym pigmencie i rewelacyjnych barwach - kolorówkę posiadają bogatą.


Pozwolę sobie skopiować właściwości tych cieni ze strony Folaronów, byście mogli się bardziej zaznajomić z tymi kosmetykami:


  • miękki, wodoodporny cień do oczu, opracowany na bazie silikonu powlekanego talkiem
  • gwarancja długotrwałego efektu
  • znakomicie rozprowadzające się cienie
  • cienie wzbogacone są formułą kwasów tłuszczowych, dzięki czemu uzyskujemy niezwykle jedwabisty efekt
  • zawarte drobinki miki, przepuszczające lekkie refleksy świetlne pozwalają osiągnąć satynowy i niezwykle naturalny efekt

Mamy cztery rodzaje tych piątek: perłowe, satynowe, satynowe z brokatem, matowe.

I tak oto..

Piątki matowe to:  T05, T19, T20, T22, T23
Piątki satynowe:   T01, T10
Piątki satynowe z brokatem:  T02, T04, T06
Piątki perłowe:  T07, T08, T09, T11, T12, T14, T15, T16, T17, T18, T21

Więcej na temat historii MakeUp Atelier Paris, znajdziecie pod tym linkiem: 
http://folaroni.com/sklep/3-make-up-atelier-paris


Kasetki cieni piątek, w obecnej formie są lepszej jakości, bardziej wytrzymałe na wstrząsy czy upadki. Poprzednia wersja opakowań tych paletek, to po prostu płaskie prostokąty z plastikowym przezroczystym wieczkiem,  które często lubiło się wyłamywać.
Od dobrej znajomej wizażystki, którą bardzo cenię i szanuję, dostałam w prezencie dwie pierwsze moje piątki MAPów właśnie w starym opakowaniu jeszcze.
Mam je do dzisiaj  :)

Stara T16


Stara T17









Ta pierwsza , paletka T16 


to odcienie od jasnego różu, po taki ciemny śliwkowy wręcz odcień, wszystkie są perłowe. Najmniej mam najjaśniejszego koloru. Pięknie nim można wykończyć oko, rozświetlić kąciki i podkreślić łuk brwiowy.  Również ostatni z tej paletki często używam w mieszaniu z brązami w różnych odcieniach i nakładam zwykle w zewnętrznym kąciku oka. Tą kasetką ładnie wychodzi smoky eye w tych wszystkich odcieniach. Są perłowe, ale nie mają grubych drobinek, nie złoszczą więc one tak bardzo. Na zdjęciu widać, że najwięcej ubyło mi dwóch pierwszych odcieni. Lubię nimi wykończyć oko przy makijażu ślubnym klientki i często używam ich na sesjach zdjęciowych.


Poniżej makijaże wykonane T16tką:










Paletka T17


To odcienie pełne przepychu, satynowa kasetka barw. Najjaśniejszy ślicznie opalizuje i mieni się w zależności od padania światła. Drugi z nich wpada w odcień bodaj łososiowy. Trzeci, środkowy to przepiękny złoty kolor. Idealny na lato. Tą kasetkę często używam w makijażach ślubnych. Jest ona w sam raz na makijaż widoczny, niezbyt przesadzony, ale też nie za jasny. Jest elegancko i szykownie na powiece. Ostatni odcień bordowy jest zbliżony deko do T16tki ostatniego, jednak ciut ciemniejszy mi się zdaje. Ładnie te kolory między sobą przenikają, można nimi zmalować i makijaże typowo na wieczór, i na randkę jak i również  użyć jej można do makijażu dziennego.

Makijaże wykonane T17:










Pozostałe paletki mam już w nowych opakowaniach, tych bardziej trwałych, odpornych na wstrząsy, wykruszenia cieni i złamania plastiku w kasetce.

Tak oto po kolei: T09, T10, T11, T12, T22   :)



Zacznijmy od najnijższej cyfry



Paletka T09




Piękny zestaw barw fioletów i jasnych różów. Idelana do wykonania delikatnego makijażu ślubnego dla panien młodych o niebieskich oczach.. Te kolory świetnie podkreślają tęczówkę. Uwielbiam tą paletkę mieszać na przemian z T12, odcieniami grafitów i czerni.  Często jej używam na co dzień na wyjścia ze znajomymi. Paletka ta jest podobno perłowa. To by się trochę zgadzało.Pierwsze dwa najjaśniejsze odcienie ładnie mienią się na powiece. Najciemniejszy zawiera trochę drobinek brokatu, co dodaje makijażowi wykonanemu tym kolorem drapieżności.
Zdecydowanie, to jest kolorówka, która w moim sezonie ślubnym ostatnim była najczęściej wybierana
z kuferka i przeze mnie, jak i  przez klientki.

Makijaże wykonane T09:













Paletka T10:




Odcienie przybrudzonych róży i brązów, paletka satynowa. Drugi najjaśniejszy odcień zawiera drobinki brokatu, co złości i wkurza. Jednak mnie nie przeszkadza za bardzo.  Używam tej kasetki prywatnie do wyjścia do pracy,  w gości itp itd. Ładna spokojna kolorystyka. Panny młode patrząc na nią, mówią - "różowych nie chcę". Jednak dopiero po makijażu wykonanym tymi kolorami często słyszę, że jednak się podoba. Ja lubię jej używać. Szczególnie dwóch ostatnich najciemniejszych kolorów. Do wykończenia tzw smoky eye w odcieniach brązu. Ostatni gorzkoczekoladowy kolor jest moim ulubionym. Ładnie wygląda sam na całej powiece..  Dobrze się rozprowadzają i przechodzą między sobą, idealnie dopasowane kolory. Najjaśniejszym lubię podkreślić pannie młodej łuk brwiowy, kąciki wewnętrzne, ładnie to rozświetla
i otwiera oko. Dodaje blasku. Czasami go używam na policzkach, punktowo, by rozświetlić buzię już umalowaną. Oczywiście nie z przesadą.

Makijaże wykonane T10:













Paletka T11:




W tej paletce cieni się po prostu kocham od pierwszego wejrzenia, zmacania, użycia przy zdjęciach, do makijażu...  Niedawno wyszłam na imprezę z dobrą znajomą i zafundowałam jej make-up w tych barwach. Na wewnętrzne kąciki dwa najjaśniejsze kolory zmieszane ze sobą, potem na zewnątrz - środkowy, najintensywniejszy, ale też za to bardzo trudny w aplikacji - jako jeden z dwóch cieni w tej paletce.
Trudno je zaaplikować, ale poradziłam sobie po jakimś czasie i z tym. Po wielokrotnym "maglowaniu" tego środkowego i przedostatniego ciemnego koloru, poddały się i zaczęły ładnie nabierać na pędzelek, i nawet na gąbkę :)    Ślicznie moja znajoma wyglądała w tych kolorach, jeszcze ostatnim kolorem wykończyłam jej oko za pomocą kreski tuż przy nasadzie rzęs. Rewelacyjny makijaż wieczorowy :)
W tym roku trendy jesień/zima to między innymi odcienie niebieskiego, każde możliwe wersje. Tą paletką MAPów można wykonać praktycznie każdy makijaż proponowany przez znane nam marki w tym roku
na  jesień zimę 2011/2012 (np. Sephora, MAC, Dior, Estee Lauder etc)
Aż żałuję, że mnie nie pasuje ta kolorystyka za bardzo, bo z chęcią bym ich codziennie używała.
Jeszcze pamiętam, jak w szkole kosmetycznej pani nam na kosmetologii truła, że niebieski cień powinien być zakazany, że nie powinno się go używać i  że jest trudny w malowaniu  oka. Hmm... moim zdaniem to po prostu było jej prywatne uprzedzenie, albo jakiś wtedy ówczesny trend, że niebieski jest FE.
Ja uwielbiam ten kolor i wszystkie jego odcienie bo można nimi wyczarować wiele cudownych bajkowych makijaży.

Poniżej kilka makijaży wykonanych T11:











tutaj amatorskie zdjęcie mojej przyjaciółki Oli, w makijażu wykonanym tą paletką :) 







Paletka T12:






No, i jest. Czarny koń moich MAPów w kuferku :) dosłownie i w przenośni :) Odcienie szarości i czerni. Piękny zestaw do typowego smoky eye. Rewelacyjny zestaw na wieczorne wypady, randkę, drapieżny look, jak i elegancki klasyczny stalowoszary make-up na randkę  itp :) Często sięgam po te kolory jak wychodzę do klubu. Intensywne kolory dwa ostatnie najciemniejsze, dają super efekt. Czarny ma drobinki brokatu, ładnie podkreślają oko i wyciągają je. Ja zawsze robię nim sobie oko w tzw "kota". Wyciągam kreskę na zewnątrz lekko do góry.   Środkowy, srebrny odcień jest szlachetny, pasuje do makijażu ślubnego,  w szarościach .Niestety, często stykam się z opinią, że te odcienie wpadają w niebieski zależnie od kąta światła. Cóż...  Mnie tam one pasują. Bardzo lubię najjaśniejszy odcień - typowy biały, mieniący trochę na stalowy. Świetnie rozświetla oko!  Ta kasetka, prócz tych  co mam w starszych opakowaniach jest jedną z kilku najczęściej przeze mnie używanych. To też kilka z kolorów już jest na typowym wykończeniu, widać srebrne dno wkładów .. :) Te kolory pasują każdemu typowi urody. Niezależnie od wielkości oka, nosa, koloru włosów, oczu, cery.. Dobrze sparowane szarości pasują każdemu.
Więc ją  polecam wszystkim kobietom.

Makijaże wykonane T12:












Paletka T22:




Pierwsza w mojej kolekcji MAPów  piątka cieni matowych. Zdecydowałam się ją kupić po wcześniejszej rozmowie ze znajomą wizażystką. Nie żałuję swojego zakupu. Zbliżona jest nieco barwami do paletki  T10. Bynajmniej tymi ostatnimi, czekoladowymi brązami. Świetnie wygląda na oku,  biznes look, nude look, na co dzień i także na wieczór. Chłodne barwy brązu mieszane z ciepłymi. Bardzo polubiłam tą kasetkę i często jej używam. Jednak nie miałam okazji jeszcze jej spróbować przy zdjęciach. Bardziej prywatnie z niej korzystam, to też nie mam żadnych zdjęć z makijażem wykonanym tą piątką cieni.  Najjaśniejszy odcień, pierwszy w tej piątce, ładnie  wygląda na całej powiece z czarną kreską. Spodobał mi się ten styl malowania, i ostatnio często z niego korzystam :) Z matów MAPów to na pewno nie będzie moja jedyna kasetka cieni. Planuję jeszcze kilka piątek dokupić, jednak w chwili obecnej to, co mam, starcza :)










Cienie te bardzo dobrze współgrają z bazami pod cienie innych firm, nie tylko z tą z MakeUp Atelier Paris. Ja używam pod nie tej niedawno kupionej Urban Decay - Eden. Pięknie łapie i nasyca pigment, przez co jeszcze bardziej makijaż zyskuje na atrakcyjności, bo kolory są bardziej widoczne.

Polecam wszystkim kosmetyki tej marki. Są profesjonalne, dobrze napigmentowane, wodoodporne, łatwe w apliakcji, niedrogie w porównaniu do innych marek z tej samej półki.
Zdecydowanie w chwili obecnej MakeUp Atelier Paris, to moja jedna z ulubionych marek kosmetycznych.



I tutaj pragnę podziękować osobie, dzięki której moja fascynacja MAPami się zaczęła - znakomitej wizażystce, sympatycznej osobie - Joli. To przez nią poznałam MAPy, i to od niej dostałam pierwsze dwie paletki, potem następne dwie i tak się zaczęło. Jolu, dziękuję z całego serduszka za poznanie mnie z tymi kosmetykami :)


Wszystkie zainteresowane osoby tymi kosmetykami, odsyłam do strony folaroni.com, tam możecie zamówić je poprzez internet, i sprawdzić również gdzie mają swoje siedziby w całej Polsce.


Z tej marki posiadam także dwa podkłady wodoodporne w odcieniach: FL1Y i FLW3Y.
Dobrze zmieszane ze sobą pasują do każdego koloru cery. Chociaż wiem, że to nie są ostatnie podkłady w moim kuferku z MAPów. Dostałam niedawno całą paczkę próbek każdego koloru tych podkładów. Sukcesywnie testuję na sobie i znajomych i sprawdzam kolory i ich wytrzymałość.  Są świetne, nie potrzebują poprawek, makijaż jest trwały i nie wyciera się jak przy innych podkładach. Moje MaxFactory LP powoli zaczynają "chlipać" z tęsknoty bo rzadko już po nie sięgam. Jednak jeszcze na dobre się z nimi nie rozstaję :)


Mam nadzieję, że choć trochę przekonałam Was do kosmetyków MakeUp Atelier Paris i podzielacie moją fascynację nimi.










****Ten wpis, po drugiej próbie, w końcu opublikowany. Uff.... długo miałam focha na blogspota po tym, jak nie zapisał mi całej wartości wpisu z edytowanych.. :) jednak, udało się ! :)